|
Niechciany „intruz” … czyli jak skończyła się moja historia, jako członka Stowarzyszenia Hodowców Gołebi Rasowych w Toruniu. Nie jeden z Szanownych Kolegów Hodowców z pewnością niejednokrotnie słyszał już taką historię – lub jej podobną. Postaram się Wam pokrótce przedstawić to co spotkało mnie w przeciągu ostatnich 2 miesięcy za sprawą pazerności i niesumienności w realizacji zadań statutowych Zarządu SHGR w Toruniu. Wszystko ma swoje źródło w ostatniej wystawie zorganizowanej przez SHGR, gdzie byłem mocno zaangażowany, choć jak się teraz okazuje było zupełnie inaczej. Bo co ja tam właściwie robiłem: opracowałem i zredagowałem cały katalog wystawy, biegałem przez dwa dni pomiędzy klatkami wystawowymi i klatkami na giełdzie, żeby wszystko było jak należy, między czasie straciłem dwa moje koguty kochina miniaturowego, ponieważ pilnujący wystawy w nocy nie zwrócili uwagi, ze dwa się tłukły przez kratki i się wykrwawiły. [klatki oczywiście musiałem posprzątać ja bo to były moje koguty, a o odszkodowaniu za niedopełnienie obowiązków przez pilnujących nikt nawet słowem nie wspomniał]. Oczywiście za wystawione przez siebie gołębie i kury zapłaciłem w myśl regulaminu wystawy. Tak zresztą było i na dwóch minionych wystawach, kiedy traciłem kilka dni na przygotowanie katalogu, który w sumie redagowałem przez trzy lata. Zajęcie to przynosiło mi wiele satysfakcji i radości. Zresztą tak by się chyba czuł każdy, kto jest miłośnikiem pięknych ptaków. Niestety okazało się już wkrótce po wystawie, że ja tak naprawdę to narobiłem samych problemów bo m.in. katalog składałem w najnowszej wersji programu Corel, którą nie dysponowała zaprzyjaźniona z prezesem drukarnia i w związku z tym musiał kilkakrotnie do mnie dzwonić i stracił swoje prywatne pieniążki. Ja natomiast za siedem kopii katalogu, które wykonałem na swoim prywatnym sprzęcie nie dostałem ani grosza – przez trzy kolejne lata. Oczywiście świadczona przeze mnie usługa mogła być w pełni zafakturowana – prowadzę działalność i nie wstydzę się płacić podatków. Ale po co – jeszcze by ktoś się o tym dowiedział nieodpowiedni. To tylko jeden z moich grzeszków. Drugi jest o wiele większy. Dwa lata temu zaproponowano mi, żebym stworzył stronę internetową SHGR. Zrobiłem to za umówioną cenę – 300 złotych rocznie. Niestety nie wywiązywałem się ze swoich obowiązków bo nie publikowałem na niej zdjęć „okazów” hodowców – członków SHGR. Słowo „okazów” napisałem dlatego w cudzysłowie, ponieważ jeden z wymienionych hodowców podesłał mi zdjęcia, na których przede wszystkim był on widoczny, a poza tym dupy jego gołębi pobierających karmę z podwórka. To ponoć są działania statutowe stowarzyszenia, które należy upubliczniać. Moim grzechem było również, to że publikuję informację, mające formę sprawozdań z comiesięcznych zebrań SHGR, a największym to, że wspominam w nich o pieniądzach SHGR, przeznaczonych na wyjazd na wystawę międzynarodową. Tylko czemu? Działali to dostali kasę i pojechali [działali w SHGR prawie wszyscy, bo jeden przyjechał na zebranie tylko po to by wykłócić się o jak największą kasę na ów wyjazd]. No to nie publikowałem nic. Nie miałem funduszy na to żeby kupować artykuły, czy informacje, które można by zamieścić na stronie. Żaden z członków SHGR z wyjątkiem dwóch nie dostarczyli mi zdjęć do opublikowania na stronie [zresztą tych dwóch wszechwładnych podpisało się pod moim dyscyplinarnym wywaleniem z SHGR]. |